Być może zbytnio wybiegam w przyszłość ale obserwując rozwój kampanii prezydenckiej zadaję sobie ostatnio pytanie: co tak naprawdę stanie się w II turze?
 
Jest niemal pewne, że przejdą do niej B. Komorowski i J. Kaczyński.
Aktualne sondaże przewidują dość znaczną (prawie 20-sto procentową) przewagę p.o. prezydenta nad b. premierem.
Niezorientowany obserwator mógłby więc już dziś składać gratulacje marszałkowi.
Tymczasem...
Wystarczy przypomnieć sobie poprzednie wybory z 2005 roku. Sytuacja była zblizona: Tusk prowadził w sondażach, w szanse Lecha wierzyli byc może idealiści - napewno nie bukmacherzy.
A jednak stało się! Któż z nas nie pamięta wieczoru wyborczego i słów Michała Kamińskiego skierowanych do "badaczy opinii publicznej"? Jeszcze dziś na to wspomnienie chce mi się śmiać :-)

Dlaczego tak się stało? Skąd wziął się taki wynik?
Przyczyn było kilka jednak chyba najbardziej znaczący był fakt poparcia kandydata Lecha Kaczyńskiego przez elektorat Samoobrony i sporą część lewicy (m.in. Adama Gierka). I tu nasuwa się aktualne pytanie: jak teraz zachowa się lewica w sytuacji wyboru między przedstawicielem rządzącej Platformy a prezesem Kaczyńskim?
Liderzy dzisiejszego SLD wysyłają już dziś dość zastanawiające sygnały: duża ich część unika jak ognia pełniejszego zaangazowania się w kampanię... ich własnego przewodniczącego (!) Powody sa różne ale główny to ten, że porażka (a na to się zanosi na lewicy) jest z reguły sierotą.
Z drugiej strony nie widze w ostatnich dniach jakiegoś szczególnie aktywnego zaangażowania się posłów lewicy w walkę z IV RP.
Jest oczywiście niezawodna posłanka Senyszyn, ktora ostrzega przed "wożeniem się na
trumnach" czy nestor Leszek Miller, ktory nawołuje do "nie pomagania w wyborach prawicy".
 

Charakterystyczne są wypowiedzi w tej kwestii patrona lewicy A. Kwaśniewskiego. Pytany jeszcze na początku bieżącego roku o swoje preferencje wyborcze - odmawiał odpowiedzi. Jednocześnie zwracał uwagę, że przegrana Tuska (ówczesnego kandydata Po) osłabi tą partię i - w domyśle - stworzy pole do zagospodarowania dla lewicy.
O kandydaturze Jarosława Kaczyńskiego stwierdził, że "nie była ona dla niego niespodzianką. Przyspieszone wybory skłaniają do tego, żeby stawiać na liderów. Wiele zależy od tonu, jaki Jarosław Kaczyński tej kampanii nada. Jeżeli będzie powściągliwy, to i kampania będzie bardziej powściągliwa. Unikam jednak jakichkolwiek ocen, bo jesteśmy jeszcze na początku drogi".
Podobnie enigmatycznie - choć raczej przyjaźnie wypowiada się Józef Oleksy:"Trudno wyobrazić sobie, żeby Jarosław Kaczyński nie odwoływał się w kampanii do spuścizny po tragicznie zmarłym bracie. Przez wiele lat mieliśmy osobisty kontakt (Z L.K. - przyp autora). Nie podzielałem wielu krytycznych opinii o nim, które często były niesprawiedliwe. Dziś stało się zadość sprawiedliwości, bo majestat śmierci wymusza dystans i uczciwość".
Znacząca jest dzisiejsza wypowiedź szefa sztabu kandydata lewicy - Marka Wikińskiego, który dość stanowczo zaprotestował przeciwko planom B. Komorowskiego utworzenia jeszcze przed wyborami Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Uważa on, że "Rada Bezpieczeństwa Narodowego powinna być powołana przez nowo wybranego prezydenta, mającego mandat Polaków do powołania tego konstytucyjnego ciała.
 

Takie jest zdanie szefów lewicy. A co z partyjnymi dołami?
Są one w nielada kłopocie: czy znowu "wszystkie ręce na pokład" i próbować powstrzymać powrót znienawidzonej, morderczej IV RP czy uwierzyć w Polskę solidarną Prezesa i sprzeciwić się monopolowi władzy PO?
Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest dla wielu ludzi lewicy prosta.
Wg. ankiety zamieszczonej przez ultra-lewicowy portal Lewica.pl - zagłosowaliby oni najchętniej na G. Napieralskiego (31.8%) lub B. Ziętka (21%). Na trzecim miejscu jest... J. Kaczyński (7.4%) wyprzedzając nieznacznie (ale jednak) B. Komorowskiego (5.9%).

Nie ulega jednak wątpliwości, że kluczowe dla ich decyzji wyborczych w II turze będzie zdanie ich liderów.
Jakie ono będzie? Pożyjemy zobaczymy.
Pamiętajmy jednak, że sukces ma wielu ojców...